7 kwietnia 2009
Kiedy byłem dzieckiem, nie mogłem pojąć tego, że kiedyś stanę się dorosłym. I było to całkiem sensowne rozumowanie. Przecież na podstawie moich ówczesnych doświadczeń życiowych niewyobrażalne było, żeby ktoś tak mały jak ja mógł stać się tak duży jak na przykład mama albo tata.
A do tego przecież wcale nie rozumiałem świata ani tego co się dookoła mnie działo. Dorośli to osoby które świat rozumieją: prowadzą samochód, przynoszą do domu jedzenie, gotują posiłki, decydują kiedy idzie się do przedszkola a kiedy są wakacje. Więc jak ja miałbym się stać jednym z nich? Była to straszna wizja, bałem się tego – przynajmniej teraz takie mam wrażenie. Bałem się, że nigdy nie dorosnę. To było jak straszny sen. Kiedy obserwuję dzieci i dorosłych z autyzmem, z którymi teraz pracuję nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to jest właśnie ich los i że czują się podobnie jak ja wtedy. Kiedy na nich patrzę i staram się odgadnąć o czym myślą, mam wrażenie że w ich przypadku ten straszny sen nigdy się nie skończy. Oni nigdy nie dorosną. Zawsze będą dziećmi, zawsze będą potrzebować “dorosłych”, żeby przetrwać w świecie, którego nie rozumieją, chociaż tak bardzo by chcieli…
Ilość komentarzy: 0