Monday, 6 lutego 2012 (fbsd)

Kontakt | Home | English

Na lotnisku

16 marca 2009

Siedzę sobie w samolocie i wracam do Southampton po kilku dniach wolnego w Polsce. Dla wszystkich zaniepokojonych prywatnie bądź urzędowo moim poprzednim wpisem na temat “szmuglowania papierosów” wyjaśnienie: nie chodziło mi o przewożenie papierosów w kole zapasowym samochodu lub drugim dnie walizki. Miałem raczej na myśli przepisowe zakupienie dwóch “wagonów” papierosów marki Marlboro Gold, a następnie “sprezentowanie” ich dwóm kolegom z uniwersytetu.

Co do pobytu w Polsce, jak zwykle był bardzo udany i niesamowicie cieszę się, ze niedługo znowu w Polsce zamieszkam. Mój entuzjazm wynika być możne z tego, że ostatnio wszystko co w Polsce robię jest przyjemne: odwiedzenie Eli w Koziegłowach, siedzenie na nowej dziesięcioosobowej czerwonej kanapie, odwiedzenie rodziny Eli w Pile, wyjście na łyżwy, spacer po IKEI, załatwianie spraw organizacyjnych związanych z weselem, wyjście do kina na film przedstawiający świat przez różowe okulary. Podobało mi się nawet oglądanie polskiej telewizji. Chociaż to co w niej widziałem podobało mi się mniej. Miałem przyjemność rzucić okiem na jakiś teleturniej z bocianami brodzącymi po biało-czerwonej trawie w tle, prawdopodobnie wychowujący publiczność na prawowitych patriotów. Nie byłoby w tym być możne nic aż tak szczególnego, ale dziwnym zbiegiem okoliczności niewiele później widziałem także kolejny nudny program z cyklu “Polacy widziani obcokrajowców mieszkających w Polsce i mówiących po polsku”. Czas już chyba skończyć z tym ciągłym rozczulaniem się nad sobą i zacząć czerpać przyjemność z życia. Z drugiej strony – i to być możne również jest rozczulanie się nad sobą, za co przepraszam – chodzimy po ulicach pochmurni, a panie i panowie w okienkach kasowych i obsługujący w sklepach nie wiadomo dlaczego sprawiają wrażenie na nas obrażonych.

Zawsze z zainteresowaniem obserwuję zachowanie ludzi na dworcach i na lotniskach. Mała społeczność, która się wtedy wytwarza jest doskonałą próbka naszego szerszego społeczeństwa. Na lotnisku, kiedy tylko podadzą informację, ze samolot się pojawił gdzieś na horyzoncie, tłum podekscytowanych i zarazem nieżyczliwych sobie nawzajem pasażerów podrywa się z krzeseł i gna do bramki. Nikt nie myśli o tym co byłoby lepsze dla wszystkich, każdy myśli o sobie: byle wcisnąć się szybciej do samolotu. Szkodząc w ten sposób grupie, szkodzimy przede wszystkim sobie. Przecież wszyscy mogliby sobie wygodnie posiedzieć na krzesłach przez kolejne 15 minut z zaciekawieniem obserwując startujące i lądujące maszyny. A na prawdziwe wezwanie obsługi wszyscy mogliby kulturalnie ustawić się w kolejce – która przecież i tak według wszelkiego prawdopodobieństwa wyglądałaby tak samo. To pewnie ci sami ludzie, którzy na dworcu PKP, przy wjeździe pociągu, z niewyjaśnionej przyczyny nagle zaczynając iść a nawet biec w kierunku “czoła pociągu”. Byłoby lepiej, gdybyśmy wszyscy stali czekając cierpliwie na wagon, drzwi i miejsce, które nam przypadną. Przecież ten owczy pęd niczego tak naprawdę nie zmienia, a do tego okiem naszego ukochanego “obcokrajowca” musi wyglądać podejrzanie.

To tyle. Miało być tak pięknie, a wyszło… jak zawsze. Na pewno następnym razem będzie lepiej, mniej rozczulania a więcej optymizmu.

Ilość komentarzy: 0

  1. Komentarze: