Witam wszystkich na moim blogu. Jeśli chcielibyście dodać komentarz do któregoś z wpisów, proszę kliknąć na jego tytuł. Wtedy na samym dole artykułu pojawi się formularz. Zapraszam też do Archiwum, gdzie oprócz bieżących, znajdują się także starsze wpisy.
Od mojego ostatniego wpisu minęło już ładnych parę miesięcy… Nie pisałem, mimo że dużo się działo. Po powrocie z Anglii, straciłem swoją blogową anonimowość. Mimo że nigdy nie kryłem się z moim imieniem i nazwiskiem, byłem daleko, za morzem, w kraju którego mieszkańcy nie czytali tego co piszę. I choć tutaj też nie czytają, to jakoś trudniej mi wyrażać swoje myśli.
Powoli przyzwyczajam się do nowego życia w Polsce. Cztery lata w Anglii to kawał czasu. Przez te cztery lata tęskniłem za Polską, ale teraz chyba wcale niemniej tęsknię za Anglią. Na szczęście za pośrednictwem internetu można słuchać radia BBC i oglądać brytyjską telewizję. BBC iplayer nie jest w prawdzie dostępny poza granicami Wlk. Brytanii, ale jest na to sposób (zresztą na pewno niejeden). Jak będę miał trochę więcej czasu, napiszę krótki artykuł jak to zrobić – może komuś się przyda.
Odkąd wyjechałem do Anglii, nabrałem wiatru w żagle. Dla mnie Anglia to wspaniałe miejsce, gdzie ludzie nie mają kompleksów i stwarzają sobie nawzajem bardzo uczciwe i przyjazne warunki do koegzystencji. Mimo że przez cały czas pobytu tam wiedziałem że wrócę do Polski, bałem się tego momentu. Nie bałem się biedy, permanentnego braku pieniędzy czy pracy. Bałem się, że dawne kompleksy i lęki wrócą w styczności z atmosferą, jaką stwarzamy sobie w naszym kraju. Bałem się ludzi. I choć daję sobie radę – w dużej części dzięki mojej kochanej żonie – to moje przeczucia były trafne. Pracę mam. Pieniądze nie są problemem. Mieszkam w ładnym mieszkaniu. Mam co jeść, mam piętnastoletniego mercedesa który zawozi mnie gdzie trzeba. I jedyna rzecz, która mnie drażni to stosunek, jaki mają do siebie ludzie zamieszkujący obszar między Bałtykiem a Karpatami Zachodnimi. Obsesyjnie tropię wszelkie nieuprzejmości jakimi codziennie się nawzajem raczymy – i gdybym chciał stworzyć ich listę, pewnie nie starczyłoby miejsca na dysku. Sposób na tę rzeczywistość jest jeden – nie poddawać się jej i nie odpłacać nieuprzejmością za nieuprzejmość. Na razie idzie mi dobrze i wydaje mi się, że wytrzymam. Ciekawe jak długo?
Ostatnio szukałem inspiracji co do muzyki na nasz ślub. Nie znalazłem jeszcze nic konkretnego, ale w natknąłem się na kilka interesujących rzeczy. Najbardziej spodobało mi się to:
A oto jeszcze link do strony tego samego pana: Linsey Pollak. Mi osobiście najbardziej podoba się brzmienie Mrs Curly.
Ostatnio, zdaje się że we wtorek, przeczytałem w internecie, że papież Benedykt XVI od czwartku będzie miał konto na Facebooku. Uśmiechnąłem się do siebie i pomyślałem, że Watykan musi mieć strasznie kiepskie połączenie z internetem, skoro dwa dni trwa wyrobienie konta na portalu społecznościowym.
Oczywiście, w przypadku papieża w grę wchodzą inne uwarunkowania. Szybkość internetu na pewno w Watykanie jest taka sama jak gdzie indziej. Wiem, że pomocnicy papieża zakładający jego konto (a możne sam Benedykt?) musieli się upewnić, że konto będzie bezpieczne, że nie będzie dało się go komentować w obraźliwy sposób ani inaczej nadużywać. I to jest zrozumiale. Choć przez chwilkę zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie papieża jak siedzi, naciska przycisk “wyślij formularz”, a następnie cierpliwie czeka, czeka, czeka…
Wielkie było moje zdziwienie, kiedy kilka dni później, zdaje się w poniedziałek, próbowałem uzyskać skrócony odpis aktu urodzenia w urzędzie stanu cywilnego w Oleśnie. Oto moja historia:
Na pierwszy rzut oka, strona internetowa urzędu gminy w Oleśnie nie wydawała się najgorsza. Postanowiłem wiec ją wypróbować i wysłać email do urzędu stanu cywilnego. Skorzystałem z umieszczonego na stronie generalnego adresu email. Następnie zadzwoniłem do urzędu stanu cywilnego aby sprawdzić, czy mój email został otrzymany. I co usłyszałem? Że wprawdzie pani z USC dostanie listy ze skrzynki elektronicznej na którą wysłałem mój email, ale dopiero we czwartek… Poradzono mi wysłać fax.
Wysnułem z tego zdarzenia dwa wnioski, które na pewno bardzo przydadzą mi się po powrocie do Polski:
Fax jest szybszy niż poczta elektroniczna.
Polski urząd nawet jeśli ma dostęp do technologii, zawsze będzie jej używał w sposób karykaturalny.
Trochę się zdenerwowałem, ale potem stwierdziłem, że nie ma sensu się złościć. Będę się po prostu musiał do tego przyzwyczaić.
W tej chwili siedzę na ławce na Victoria Coach Station w Londynie. Jest to kolejny, nie wiem już który raz, kiedy czekam tu na autobus do Southampton po powrocie z Polski. Nie zostało mi już wiele takich podróży - może jedna, może dwie. Potem będą już tylko wspomnieniem z prawie czteroletniego pobytu tutaj.
Wracam właśnie z pogrzebu cioci Basi z Warszawy. Bardzo smutno, kiedy ktoś umiera. Cieszę się jednak, że pojechałem. Spotkania rodzinne najczęściej kończą się pozytywnie, bez względu na okoliczności. Tak było i tym razem.
Warszawa wyjątkowo mi się wczoraj podobała. Zazwyczaj wydaje mi się brzydka, jest jakimś dziwnym połączeniem socrealizmu z opacznie zrozumianą nowoczesnością. Ludzie, których się tam spotyka często sprawiają wrażenie bardzo świadomych tego, że mieszkają w stolicy – i uważających to za swój niezmierny sukces, którego wszyscy powinniśmy im zazdrościć. Swoją “wyższość” dają odczuć “obcym”, co byłoby dość śmieszne gdyby nie było irytujące. Ale tym razem bylem zajęty swoimi sprawami, nie bardzo obchodzili mnie inni, a miasto było bardzo zielone. Wywarło to na mnie bardzo pozytywne wrażenie. W Warszawie jest mnóstwo drzew i kiedy wszystkie pokryte są liśćmi, miasto wygląda całkiem ładnie.
Przed pogrzebem udałem się do fryzjera – był na to najwyższy czas, bo ostatnio pracuję bardzo dużo i trochę zaniedbałem zewnętrzną stronę mojej głowy. Obcinał mnie bardzo miły chłopak, który jak na prawdziwego fryzjera przystało oprócz zajęcia się moją głową zabawiał mnie rozmową. Pochodził z jakiejś podwarszawskiej wsi i najwyraźniej budził zażenowanie lub politowanie wśród swoich kolegów fryzjerów tym co do mnie mówił (kolejny dowód na specyficzne podejście do ludzi przejawiane przez Warszawiaków). Podczas naszej rozmowy ów fryzjer popełnił dwa “krępujące” uczynki, które z dziwnego powodu uchodzą u nas za bardzo wielką towarzyską wpadkę. Po pierwsze, chcąc zapisać dla mnie na kartce papieru instrukcje dotarcia na miejsce pogrzebu, ośmielił się zapytać publicznie swojej szefowej jak piszę się słowo Służewiec. Odpowiedziała, ale jej komunikacja niewerbalna a także quasi-werbalna (pełne oburzenia westchnienie) dała wyraźnie do zrozumienia mi oraz pytającemu, co sądzi o takim pytaniu. Drugą rzeczą, którą mój fryzjer wywołał uśmieszki na twarzach swych kolegów było to, że w rozmowie ze mną pomylił miasto Dublin z miastem Dubaj. Było to w zasadzie jedynie przejęzyczenie, poprawił się po sekundzie zgodnie z oczekiwaną przez wszystkich dokoła skruchą w głosie, ale było już za późno: publicznie wyszła na jaw jego “ignorancja”.
Bardzo drażni mnie oburzenie i prychania, jakie tego typu “wpadki” wywołują u świadków takiego zdarzenia. Przecież nie ma nic złego w zapytaniu jak napisać słowo – nawet najprostsze! Osoba, która odpowiada na takie pytanie może zrobić to zwyczajnie, bez żadnych dodatkowych komunikatów werbalnych i niewerbalnych, które zresztą same w sobie są bardzo niegrzeczne. Podobnie jest z wiedzą geograficzną. Oburzamy się, kiedy Amerykanie nie bardzo wiedzą gdzie na mapie jest Polska. Ale czy rzeczywiście każdy z nas jest w stanie wymienić choć kilka stanów Ameryki i powiedzieć gdzie się znajdują, czym się charakteryzują? To, że ktoś pyta jakie miasto jest stolicą jakiegoś państwa nie oznacza, że nie jest osobą godną naszego towarzystwa. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo ograniczamy samych siebie takim podejściem. W rezultacie atmosfera u nas panuje taka, jakby każdy wiedział wszystko. Ponieważ boimy się dopytywać o to czego nie wiemy, pozbawiamy się najnaturalniejszego źródła wiedzy, jakim jest otwarta i szczera rozmowa z innymi. Powinniśmy mieć zdecydowanie więcej luzu.
Witajcie! Oto nowa wersja mojego bloga. Wyglada podobnie do wersji starej, ale wiele rzeczy od strony "kuchni" sie zmienilo. Teraz praca nad kolejnymi wpisami jest 100 razy latwiejsza! Zapraszam do czytania, przegladania i komentowania. Pozdrawiam
Genialnie! Dodalem do ulubionych :) Pozdro
— M.Hamela wto, 26 maj 2009
BRAVO! Świetne przerzutnie i parabole, każde oddzielne zdanie nominowałbym do Oscara. Pewnie tryki i krytycy literaccy będą wareczeć, ale tak bywa.
— Teddy sob, 16 maj 2009
Witajcie! Oto nowa wersja mojego bloga. Wyglada podobnie do wersji starej, ale wiele rzeczy od strony "kuchni" sie zmienilo. Teraz praca nad kolejnymi wpisami jest 100 razy latwiejsza! Zapraszam do czytania, przegladania i komentowania. Pozdrawiam
— Szymon Jasinski wto, 28 kwi 2009